XV Zlot VU - Kobyla Góra 2010

Kobyla Góra 4-6 czerwca 2010
Jest to dla naszego klubu wyjątkowe miejsce. Miejsce rzekłbym nawet kultowe.
Starzy bywalcy zlotów już nie mogli się doczekać powrotu „na stare śmieci” a nowi chcieli zapewne skonfrontować przedzlotowe opowieści z rzeczywistością.
I jestem pewien że się nie zawiedli.
Tradycyjnie już zlot zaczął się w czwartek. Czwartek jest dniem pełnego luzu. Zlotowicze się powoli zjeżdżają ,witają , zapoznają.
Pod tym względem zawsze jest tak samo. I zawsze jest pięknie.
Pierwsze zorganizowane imprezy odbyły się w piątek. Mecz piłki nożnej mający rozstrzygnąć odwieczny spór między sedaniarzami i habeciarzami, ognisko oraz foto omnibus a „dzikie tańce” w świetlicy ośrodka były ukoronowaniem tego udanego wieczoru.
Sobota to ciąg dalszy imprezy zlotowej. Kładka zlotowa kobiet i mężczyzn dla okazania indywidualnej siły i zręczności oraz to co najbardziej cieszy w jakby nie było klubie samochodowym czyli konkursy sprawnościowe aut i kierowców na placu.
Konkurencje te to slalom na czas oraz dojazd do kartonowej ściany z zawiązanymi oczami.
Było sporo śmiechu a niektórzy przekonali się osobiście jakie figle potrafią płatać zmysły gdy ma się opaskę na oczach.
Sobota wieczór to impreza w świetlicy i wręczenie nagród dla zwycięzców choć ja z pełną odpowiedzialnością twierdzę że zwycięzcami są wszyscy którzy byli na tym zlocie.
No i została niedziela a niedziela to zakończenie zlotu i powroty do domów. Niestety ta niedziela i te powroty to jedyny i najsmutniejszy dzień zlotu. Tak jest zawsze.
Cóż można napisać na koniec? Ci co byli nie potrzebują więcej słów bo klimat tego zlotu mają w pamięci i w sercu a Ci co nie byli to mogą co nieco zobaczyć na fotkach.

Pozdrowienia dla wszystkich przyjaciół z pod znaku VU
stary